Banner

Nie bójcie się ludzi, ks. Pogodny


Siostry i Bracia!
Człowiek często cierpi z powodu innych ludzi. Często za to, że jest uczciwy, sprawiedliwy, że nie chce się zgodzić na zło, że nie chce udawać, że tego zła nie widzi. Jezus mówi: „Nie bójcie się ludzi”. Ale ludzie bywają okrutni.

24 marca 1944 roku we wsi Markowa pod Łańcutem około godziny piątej nad ranem grupa niemieckich żandarmów w bestialski sposób zamordowała szesnaście osób – ośmioro Żydów, ukrywających ich Józefa i Wiktorię Ulmów oraz sześcioro ich dzieci. Wiktoria Ulm była w ostatnim miesiącu ciąży. Później ustalono, że Ulmów wydał Aleksander Leś, ukraiński policjant.

Kim był Józef Ulm? Urodził się w 1900 roku w biednej wiejskiej rodzinie. To rolnik, który posiadał kilkuhektarowe gospodarstwo. Był bardzo nowoczesny jak na tamte czasy – propagował pszczelarstwo i hodowlę jedwabników, stworzył szkółkę drzew owocowych. Można o nim powiedzieć: aktywista i społecznik, dobrze znany nie tylko we wsi Markowa, ale i w całej okolicy. Był także bibliotekarzem w Kole Młodzieży Katolickiej. Jego największą pasją była fotografia. Gdy miał trzydzieści pięć lat, poślubił młodszą o dwanaście lat Wiktorię. Małżonkowie doczekali się sześciorga dzieci. Po rozpoczęciu niemieckiej okupacji Józef Ulm zaangażował się w pomoc eksterminowanym Żydom. Prawdopodobnie w drugiej połowie 1942 roku Ulmowie przyjęli pod swój dach ośmioro żydowskich uciekinierów. Wśród ukrywających się był Szall, handlarz z Łańcuta, oraz jego synowie. Drugą rodzinę żydowską stanowiły Golda, Genia Goldman i jej mała córeczka. Goldmanowie byli sąsiadami Ulmów. Józef pomógł też innej żydowskiej rodzinie wybudować ziemiankę w pobliskim lesie, a potem donosił jej żywność i inne potrzebne do przeżycia rzeczy. Trzyhektarowe gospodarstwo musiało wyżywić szesnaście osób. Wymagało to nie lada wysiłku, ale Ulmowie byli katolikami nie tylko z metryki, ale przede wszystkim z uczynków. Nie bali się tych, którzy zabijają ciało, bo duszy zabić nie mogą – jak mówi dzisiejsza Ewangelia.

Niestety po pewnym czasie kryjówka w leśnej ziemiance została odkryta przez Niemców, a ukrywający się w niej Żydzi zamordowani. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, kto im pomagał. Dopiero jakiś czas później Aleksander Leś, ukraiński policjant z Łańcuta, doniósł Niemcom na Ulmów. Miał w tym swój cel. Już wcześniej zagarnął majątek Szallów, którzy ukrywali się w domu Ulmów. Wydając ich, chciał się pozbyć jego prawowitych właścicieli. Mord trwał kilkadziesiąt minut. Zabijali niemieccy żandarmi, a policja granatowa stanowiła obstawę. Zginęli rodzice: 44-letni Józef i 32-letnia Wiktoria, która była w dziewiątym miesiącu ciąży, oraz dzieci: 8-letnia Stasia, 6-letnia Basia, 5-letni Władek, 4-letni Franuś, 3-letni Antoś i półtoraroczna Marysia, a także wszyscy ukrywani Żydzi. Dziś trwa proces beatyfikacyjny małżonków Józefa i Wiktorii Ulmów. Zostali oni odznaczeni medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Jakie były losy ich oprawcy? Po egzekucji Leś przywiózł do domu kurtkę zastrzelonego, którą sobie przywłaszczył. Na krótko przed wkroczeniem Armii Czerwonej polskie podziemie wykonało na nim wyrok śmierci.

Siostry i Bracia!
Pan Jezus mówi dzisiaj w Ewangelii: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”. Jezus wiedział, co czeka Jego uczniów. Tylko św. Jan spośród apostołów zmarł śmiercią naturalną, reszta zginęła za wiarę. Początki chrześcijaństwa to czasy męczenników. Jaką miłość proponuje nam Chrystus w XXI wieku? Taką samą jak w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa. Miłość adresowaną do konkretnego człowieka – tego, który mieszka w tym samym domu co ty, pracuje w tej samej firmie co ty i stoi z tobą rano w kilometrowym korku. I nie chodzi tu o jednorazowy zryw ani heroiczny czyn. Trzeba podrywać się każdego dnia, a Ten, który nas docenia, jest niewidoczny, ale widzi. I przygotuje nam niewyobrażalną nagrodę.

Więcej:
Po prostu. "Kazania" Księdza Pogodnego. Rok A
Po prostu "kazania" księdza Pogodnego. Rok A